środa, 2 października 2013

02.10.2013r

Jak narkotyk


Uzależniłam się. Pragnę tego jak najmocniejszego narkotyku. Jestem zależna od tego co mi dajesz. Działasz na moje serce jak morfina. Łatasz każdą dziurę i łagodzisz każdą bliznę. Jednak jak każdy narkotyk niszczysz mój organizm. Nie zapewniasz mi uleczenia tylko chwilową ulgę w bólu. Złudzenie normalności. Zabijasz część mnie i powodujesz nowe nakłucia w moim sercu. Nie mogę żyć tym co było, bo inaczej nie uwolnię się od Ciebie. Muszę iść na odwyk...


Myślałam, że nigdy nie dotkną mnie problemy nastolatków. Szczeniacka miłość. Jednak bardzo się pomyliłam. Uzależniłam się od rozmów z pewnym osobnikiem płci męskiej. Od jego obecności, słów, samego bytu obok. Stał się jak kodeina, pozornie bezpieczny lek na kaszel. Jednak w dużych dawkach potrafi doprowadzić do narkotycznego omamienia. A ja z czasem chciałam co raz więcej tego specyfiku. Znosił moje poczucie bólu, dawał dziecięcą euforię. Otwierał mnie na nowe doznania, dawał w tych kwestiach wsparcie, komplementował. Wyperswadował mi moją wolę walki i zburzył wszelakie mury. Mimo to był jak narkotyk . Dawał tylko względną ucieczkę od rzeczywistości. Pozwolił bym żyła złudzeniami o szczęśliwym zakończeniu, które nigdy nie miało nastąpić. Dlatego idę na odwyk...

Pozdrawiam
Vivenn


niedziela, 22 września 2013

22.09.2013r

Nie nawiedzaj mnie



Zrywam się gwałtownie z łóżka. Kropelki potu niczym małe igiełki wbijają się w moje plecy. Patrzę na lekko trzęsące się dłonie. Są lepkie i mokre, a na ich wierzchu pojawiła się czerwona wysypka, równoznaczna z wielkimi nerwami. W ataku paniki zrywam się na równe nogi i zapalam światło. Mam nadzieję, że głupia żarówka zapewni mi schronienie przed potworami czającymi się w mojej głowie.


Potwory śledzą mnie na co dzień. Wychodzą spod łóżek, ubierają garnitury i spacerują ulicami. Każde z nich powoduje u mnie gęsią skórkę. Kiedy byłam mała bałam się tych, które kryły się pod moim łóżkiem. Szczelnie przykrywałam się kołdrą w nadziei, że to je odstraszy. Dla pewności mocno wtulałam się w poduszkę i szybciutko gasiłam światło, bo wiedziałam, że ciemność jest ich atrybutem. Z czasem dorastania przestałam się bać potworów czających się na moją nogę, która przypadkowo wysunęła się z ciepłego posłania.  Zatraciłam odruch strachu. Jednak to właśnie było moją największą głupotą. Bo potwory tak naprawdę istnieją. Ciemność, której się tak bałam jest w każdym człowieku i on decyduje czy stanie się jego atrybutem. Teraz obijam się o ludzi na ulicy, widzę wszechobecny mrok. Pieniądze, praca, sukces. Zero uczuć, stajemy się głazami. Istnymi potworami pochłaniającymi energie, a oddającymi tylko mrok. Już nic nie jest w stanie mnie przed nimi uratować. Nawet mdłe światło żarówki....

Pozdrawiam
Vivenn


środa, 7 sierpnia 2013

07.08.2013r

Powrót do normalności

Siedzę w pociągu. Koła rytmicznie stukoczą wprowadzają mnie w swoisty trans. Mimo, że PKP pozostawia wiele do życzenia lubię jeździć tym środkiem transportu. Cała ta atmosfera mnie mimo wszystko uspokaja. A teraz jeszcze zdarzył się bardzo miły Pan konduktor. Oby takich więcej.
Sedno sprawy jednak leży gdzie indziej. Cała ta otoczka podróży składnia mnie do przemyśleń. Nad tym co było, jest i będzie. Niestety poruszam sprawy bolesne i zbyt trudne do rozważań. Jednak jednego jestem pewna: to będzie najtrudniejszy powrót w życ
iu.

Zdjęcie robione kotletem :3
Jak myślałam tak też się stało. Podjęłam niewłaściwą decyzje, której nie mogę odwrócić w żaden znany mi sposób. Po raz kolejny zaufałam osobie nie zasługującej na to uczucie. Tak jak i spadła na mnie wielka kara, jednakże nie wiem za co. Kiedy człowiek kiedy widzi jak druga osoba cierpi kraja mu się serce, a zwłaszcza gdy kocha się umierającego.
Planowałam, że te wakacje będą cudowną zmianą dla mnie. Chciałam przeżyć wiele wspaniałych chwil i niezapomnianych wieczorów. Niestety los wybrał dla mnie inną drogę. Ścieżkę bólu, osamotnienia i wewnętrznej tortury. Co prawda pierwszy miesiąc minął pod znakiem dobrze spędzonego czasu, lecz drugi przyniósł ze sobą pasmo zniszczeń, na które już nie mam wpływu. Nikomu nie życzę tego co mnie spotkało.

Wybaczcie mi przerwę w pisaniu.
Pozdrawiam
Vivenn

sobota, 6 lipca 2013

06.07.2013r

Zmiany

Zmiany są potrzebne. Każdy z nas ich potrzebuje, choć nie zawsze je lubi. Ja właśnie się zmieniam. Tak naprawdę miałam zrobić to dla kogoś, lecz nie czuję już takiej potrzeby. Ja po prostu dorastam do pewnych spraw i trudnych decyzji. Przez długi czas bałam się ludzi. Żyłam w przekonaniu, że każdy mnie po pewnym czasie skrzywdzi i zostawi. Z czasem przekonałam się, iż miałam rację. Tylko nie wyciągnęłam prawidłowych wniosków i zamiast stać się silniejszą osobą zamykałam się w sobie budując mur. Nielicznym pozwalałam za niego zajrzeć jednakże zawsze kończyło się to tragedią. Kto zawinił? Zarówno ja jak i osoby, które mnie otaczały. Cała moja filozofia była błędna.
Po pewnych doświadczeniach kielich goryczy się przelał, a ja zdałam sobie sprawę, że nie mogę tak dalej żyć. Muszę się otrząsnąć i zbudować coś trwałego, a nie przeskakiwać co jakiś czas z kwiatka na kwiatek. Obecnie pracuję nad tym, żeby pozbyć się uraz i lęków. Oczyszczam swój umysł. To swoisty detoks. Terapia od ludzi. Już nie zadaję pytań typu "czy mi się uda?". Ja wiem, że wygram wszystko to co chcę. Wystarczy uwierzyć i obudzić swoją pewność siebie. Inne prawy przyjdą z czasem.


Zmiany to także plany. Oto moje plany na wakacje:


Mam nadzieję, że te obrazki mówią same za siebie. Wszystko się ułoży...mam nadzieję. W poniedziałek wyjeżdżam do Grecji, więc może chociaż jeden z planów się ziści.
Pozdrawiam
Vivenn



piątek, 28 czerwca 2013

28.06.2013r

Sztylet

"Nie odzywaj się do mnie, nie pisz, nie chcę Cię znać".

Te słowa usłyszałam dzisiaj rano. Może jak by to była osoba, na której mi nie zależy nie poczuła bym wielkiego bólu. Jednak to kolejne słowa miały przynieść większe rany.

"Jesteś bezwartościowa. Twoja postawa doprowadziła Cię do tego. Twój brak uczuć. Nie chcę nawet na Ciebie patrzeć."

To właśnie był sztylet prosto w serce. Moja dusza rozpadła się na miliardy drobnych kawałeczków. Rozsypała się jak szkło. Tak bardzo bałam się zranienia, a on mnie przekonał, że nigdy tego nie zrobi. Pozwolił sobie nawet na to, by na tyle dotknąć moich uczuć, żebym go pokochała jak brata. "Nigdy Cię nie opuszczę" obiecywał. A teraz zostawił mnie na pierwszym wyboju w drodze życia. Wymienił mnie na nowszy model. Bolą mnie obietnice bez pokrycia. Boli mnie każde wspomnienie, które jest z nim związane. Ofiarowałam mu moją pomoc, której tak potrzebował, lecz wykorzystał mnie jak zabawkę. Nie jestem już potrzebna, więc mnie wyrzuci.

Wreszcie nadszedł upragniony koniec roku szkolnego. Inaczej wyobrażałam sobie ten dzień. Miałam się dobrze bawić z przyjaciółkami, a nie samotnie siedzieć przed komputerem z bólem w klatce piersiowej. Co dziwne, za każdym razem kiedy coś planuje wszystko się sypie. Mam nadzieję, że początek nie zwiastuje smutnych i samotnych wakacji. Przez ten czas chyba na nowo otoczę się murem. Nie chce być znowu zraniona. Najprawdopodobniej ucieknę za granicę na całe wakacje.Nie chcę, żeby wspomnienia na nowo odżywały razem z każdym miejscem, do którego pójdę.

Życzę Wam udanych, słonecznych wakacji. Oby dostarczyły wielu ciekawych przygód.
Pozdrawiam
Vivenn

sobota, 22 czerwca 2013

22.06.2013r

Samotność


Nie zdajecie sobie sprawy jak to boli...

Każde słowo, każda myśl kole niczym cierń na nowo wbijający się w moje serce.
"Będziesz sama", "nie widzę Cię z kimś za kilka lat", "nawet teraz nikogo nie masz", "na pewno nie założysz rodziny". Każde z tych stwierdzeń wypełnia kielich goryczy i żalu. Nikt nie widzi, że desperacko pragnę kochać i być kochana. W końcu nie być sama. Łaknę tego jak powietrza. Stwarzam pozory twardej, ale są one tak mało realistyczne jak spokojna tafla wody. Jeśli tylko ktoś spróbowałby ją tylko delikatnie musnąć palcami...Lecz nikogo nie obchodzi krucha istota siedząca za kamienną maską. Nazywacie mnie panterą, która chodzi własnymi ścieżkami i ma wszystko gdzieś. Zwierzęciem, które jest silne, tajemnicze i groźne. Cieszę się z tej wizji, ale ubolewam nad tym, że nikt nie chce odkryć tej tajemnicy i poznać jej na nowo.



Chciałam, żeby wpisy były pozytywne, ale nie potrafię. Moja dusza co raz częściej jest rozrywana na drobniutkie kawałeczki. A najtrudniej jest się po tym pozbierać.


Zapowiedziałam wpisy o męskim instynkcie i takie się pojawią, o ile się pozbieram. Jak na razie życzę udanego weekendu :)
Pozdrawiam
Vivenn

poniedziałek, 17 czerwca 2013

17.06.2013r

Temperatura rośnie

Faceci to wzrokowcy...ale lubię to.

Temperatura niebezpiecznie podskoczyła w górę, a spódniczki i szorty w przewidywalny sposób straciły na długości. Typowe zagranie damskiej populacji można by rzec, ale...nam jest po prostu gorąco, a że odsłonięcie trochę ciałka wiąże się ze wzrokiem populacji męskiej to już inna sprawa. Szczerze powiedziawszy nie mam nic przeciwko gapieniu się na nogi bądź biust, lecz wszystko ma swoje granice.
Pierwszym przykładem jest wlepianie maślanego wzorku w dekolt pierwszej, lepszej dziewczyny obdarzonej bardziej przez naturę. Ok, niech się patrzą. Tylko panowie błagam, panujcie nad ślinotokiem, bo to naprawdę widać, a wasze szanse u każdej z kobiet topnieją w porównywalnym stopniu co lodowce. I nie wspominając, że wyglądacie jak niemowlak popluty kaszką...
Drugi przykład jest troszkę inny. Uwielbiam męski instynkt. Każdy z aspektów posiadania tejże zdolności mnie fascynuje. Jednakże jeszcze bardziej interesuje mnie jego poskromienie. Jak dobrze wiecie niektóre zawody wręcz wymagają od mężczyzny powściągnięcia niektórych pociągów do płci przeciwnej. Stojąc i patrząc jak nauczyciel wf-u zagaduje w bardzo dwuznaczny sposób do uczennicy(która swoją drogą miała ekchem bardzo skąpą bluzkę) nasunął mi oto te wnioski. Czasami warto się postarać, bo zamiast udanej konwersacji przychodzi tylko obrzydzenie.
I trzeci aspekt jest znacznie przyjemniejszy i jest swoistym apelem. Faceci, my kobiety uwielbiamy wasz wzrok przesiąknięty podziwem i pożądaniem, ale postarajcie się aby wasz instynkt nie zaburzył wam prawidłowego odbioru i zwykłej kultury. Dziękuję, Amen.



Ponarzekałam, nagadałam się i jest mi lepiej. Ostatnio fascynuję się instynktem mężczyzn i wydaje mi się, że to nie ostatni wpis, który będzie do tego nawiązaniem.

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam moi szczątkowi, wierni czytelnicy.
Pozdrawiam
Vivenn

niedziela, 9 czerwca 2013

09.06.2013r

Marzenia

Wszyscy kiedyś odchodzą. Wiele osób nie zasługuje na przedwczesną śmierć, lecz nie mamy a to wpływu. Dlatego każdy powinien mieć marzenia. Coś do czego dąży. Nawet jeśli jest to zbyt kolorowa, wyimaginowana wizja przyszłości, która nie ma prawa się się zrealizować. Marzenia są światełkiem nadziei, punktem zaczepienia gdy wszystko się wali.
Niestety ja nie umiem wyobrazić sobie kolorowej wizji przyszłości. Boję się tego co będzie. Na każdym kroku coś tracę w bardzo brutalny sposób. Dlatego nie potrafię marzyć. Wizja rzeczy, które nigdy się nie zdarzą boli jeszcze bardziej niż ich brak.

Wiele rzeczy zmieniło się od ostatniego wpisu. Wiele straciłam i wiele zyskałam. Przez jednej krótki miesiąc dostałam bardzo bolesną lekcję. Zagubiłam siebie, nie jestem już taka jak dawniej. Ubolewam nad tym i staram się pracować nad sobą. Szykuje się wiele zmian, którym muszę podołać. Jednak jedną z najważniejszych rzeczy jakich muszę się nauczyć, to marzenia. Wyobrazić sobie piękną wizję przyszłości, do której powinnam dążyć. Chyba zrobię listę rzeczy do zrealizowania...


Wpisy będą pojawiały się bardzo rzadko, ponieważ nie mam żadnej koncepcji wpisów. Brak mi czasu i czystej myśli. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Pozdrawiam
Vivenn




niedziela, 12 maja 2013

12.05.2013r

Złudzenie

To takie dziwne...
Jestem niemal szczęśliwa. Boję się na głos wypowiedzieć te słowa, bo mogą okazać się tylko złudzeniem. Tak dawno nie czułam czegoś w środku. Tych dziwnych impulsów gdzieś w głębi.  Jednak strach mnie paraliżuje. Jeśli to za chwilę zniknie...nie poradzę sobie.
Przychodzi czas kiedy trzeba wyjść zza muru obojętności, aby obnażyć swoją duszę. W moim przypadku komuś zaufać. Mimo wszystko największym problemem nie jest druga osoba, lecz ja sama. Przez całe życie uczyłam się, że nie warto ufać ludziom, bo i tak kiedyś mnie porzucą jak szmacianą lalkę. Każda chwila mojego dotychczasowego życia utwierdzała mnie w tym przekonaniu, aż do teraz. Oto na swojej drodze spotykam dwie zupełnie inne, ale wspaniałe dusze. Jedna tak samo sponiewierana przez życie jak ja. W pewnych momentach widzę w niej samą siebie. Choć ta osoba ma znacznie więcej za sobą. Za wiele bólu i strat. Oboje boimy się konsekwencji tego co mamy zrobić. Pozbyć się chociaż po części ochrony jaką sami sobie zbudowaliśmy. Jednak jest jeszcze druga dusza. Uosobienie dobra i sprawiedliwości. Pełna ideałów osoba. Wszystko co robi wręcz lśni ciepłym, złotym blaskiem. Kiedy na nią patrzę w pewnych chwilach czuję zakłopotanie, czasami wręcz wstyd. Karcę się za to, ale porównuje się do niej. W rozrachunku widać, że tak naprawdę jestem nikim. Człowiekiem, którego powinno się zapomnieć. Umiem tylko niszczyć i właśnie dlatego nie zasługuję na to co te osoby mogą mi ofiarować.

Staram się nadrabiać zaległości w bologowaniu i systematyczniej dodawać wpisy. Mam nadzieję, że nie zanudzę Was tym na śmierć. ;)
Pozdrawiam
Vivenn

środa, 1 maja 2013

01.05.2013r

Kiedy wygra...

Krzyk, pisk, brawa, smutek, łzy...
To właśnie przeżywają kibice piłki nożnej. Adrenalina sięga zenitu gdy przeciwnicy znajdują się pod bramką klubu, któremu kibicujemy. Gdy przegrywają, to przegrywamy razem z nimi, nie odwracamy się, lecz dalej wspieramy, bo wierzymy, że zawsze jest szansa na odrodzenie. Kiedy jednak wygrywają cieszymy się niczym małe dzieci, czasami nawet ze łzami w oczach. To jest właśnie piękno piłki nożnej. 
Pewnie zastanawiacie się dlaczego piszę tu o piłce nożnej. Dlaczego dziewczyna wplata taki element na tego właśnie bloga. Muszę Wam wyznać, że od wielu lat jestem wielkim entuzjastą tego sportu. Kiedyś nawet grałam w drużynie piłkarskiej, a obecnie jestem zagorzałym kibicem. Lecz jedno zjawisko wywołuje u mnie atak białej gorączki. Są nim sezonowcy. Ludzie, których tak naprawdę nie obchodzi piłka nożna, lecz tzw. lans. Gdy jedna drużyna jest faworytem, "kibicują" jej, ale gdy poniesie porażkę od razu przerzucają się na inną. Myślę, że dobrze wiecie o jakie co tak właściwie mi chodzi. Osobiście nigdy nie zrozumiem tego zjawiska. Czasami po prostu brak mi słów.
Jednak najbardziej denerwuje mnie gdy ktoś zarzuca mi bycie taką oto osobą. Mam ochotę rzucić się na tego człowieka z pazurami i udusić. Na początku raniło mnie to stwierdzenie, ale obecnie po prostu przyprawia mnie o atak wściekłości.
A oto jakiemu klubowi kibicuję. I NIE nie jestem sezonowcem tylko dlatego, że Bayern pięknie ograł Barcelone. Osobiście jestem fanką tego klubu od prawie 2 lat, a zaczęło się gdy Bayern był w naprawdę nieciekawej sytuacji. Jednak każdy może powstać jak feniks z popiołów.
A Wy interesujecie się piłką nożną? Jaki jest Wasz ulubiony klub?
Pozdrawiam
Vivenn

czwartek, 25 kwietnia 2013

25.04.2013r

Zemsta

Szybki, zdecydowany krok. Lekki uśmiech błąkający się na ustach. Wzrok zimny niczym stal. To oznaki tego, że idę na bój. O co? Nie ważne. Po prostu zdecydowana jestem zwyciężyć. Nikt i nic nie stanie mi na przeszkodzie. Po prostu skazana na sukces. W głowie mam tylko jednej, klarowny cel, wygrać.
No i wtedy nadchodzi moment konfrontacji. Zazwyczaj ludziom brakuje słów bądź krzyczą, przeklinają i próbują w ten sposób ustawić się na pierwszym miejscu. Niestety moi kochani to jest największy błąd. Tylko zimna kalkulacja przynosi efekty. Kiedy dopatrzysz się słabego punktu przeciwnika uderz z całej siły tak aby zabolało.
Taka jest właśnie moja zemsta. Nie ważne czy słodka czy gorzka. Ważne, że udana.


Lubię ten stan. To gdy widzę bezradność po mojej wygranej. To może chore, ale po prostu naprawa mnie swego rodzaju pewnością siebie. Prawie jak po trupach do celu. Nie zrozumcie mnie źle: nie odgrywam się na każdym kto się napatoczy. Lecz kiedy człowiek naprawdę mnie zrani, zajdzie za skórę po prostu nie umiem się powstrzymać. Każdy ma jakąś słabość. Ja chyba mam do niszczenia...

Staram się nadrabiać zaległości. Życzcie mi powodzenia.
Pozdrawiam
Vivenn

środa, 24 kwietnia 2013

24.04.2013r

Weź oddech i żyj

Siedzę od dobrych 30 minut przy pustej karcie posta. W tle leci mecz. Niby tak wiele myśli, lecz za nic nie mogę ich poukładać. Kiedy człowiekowi przestaje zależeć, wyłącza swoje emocje i odczucia wszystko magicznie trafia na prawidłowe tory. Znajduje się spokój i ukojenie. Wszystko co kiedyś się liczyło już nie ma znaczenia, bo już nic nie czujesz. Skupiasz się na tym co istotne. Uczucia już nie przeszkadzają w realizacji celów. Z jednej strony staję się nieczułą suką, lecz z drugiej jest to idealna alternatywa życia. Nikt mnie nie zrani, nikt nie dotknie aż to żywego. W pewnym sensie staję się wolna. Wybijam się z szarej powłoczki w jaką obrosłam. Wbrew pozorom minimalizacja odczuć jest dla mnie zbawieniem. Pomaga mi to żyć i daje oddech innym. Jeśli kiedyś los Cię przytłoczy, ludzie zdradzą, zdenerwują spróbuj ograniczyć uczucia. To naprawdę pomaga...
Miałam napisać coś więcej, ale myśli, które kłębią się w mojej głowie nie są w żadnym stopniu składne. Przyszłość miesza się z przeszłością. Chociaż słońce się pokazało. Chyba będę podążać do tego jasnego punktu.
Pozdrawiam
Vivenn

czwartek, 11 kwietnia 2013

11.04.13r



Podzielona dusza

Tam gdzie pojawiają się jakaś wątpliwość jestem i ja. Zwykła, kasztanowo włosa dziewczyna. Co ja robię właśnie w takiej sytuacji? Pomagam zbłąkanym duszyczkom, które powoli zaczynam nienawidzić. Z każdym problemem przychodzą do Cioci Dobrej Rady. Moja podświadomość powoli wyłącza się na tryb czuwania, a dusza rozczepia na dwie części. Pierwsza w zupełności strawiła drugą. Moje życie zostało zastąpione łudzącym obrazem marnego żywota innych. To tak jak by patrzeć na świat przez grubą szybę, która uniemożliwia prawdziwe doznawanie świata. Moje zainteresowania, pasje zostały całkowicie przykryte przez problemy innych. Zaniedbałam zbyt wiele rzeczy. Nawet jeśli naprawdę uda mi się pomóc nie czuję już tej przyjemnej satysfakcji, lecz obojętność pomieszaną z lekkim, prawie nie wyraźnym uśmiechem.
Zatracam wszystkie wartości, które posiadałam. W końcu dobre uczynki zostaną zapomniane, a ja zostanę sama. Za jakiś czas nikt nie dostrzeże mojego poświęcenia, wszystko wyblaknie. Codziennie zadaje sobie pytanie czy warto. Z dnia na dzień przekonuję się, że nie. Jednak tłumaczę to sobie prostym stwierdzeniem: kiedy ktoś się śmieje inny płacze. Od jednej skrajności do drugiej. Może moim zadaniem jest po prostu trzymać się w cieniu?
Nie zrozumcie mnie źle, nie chce chwały i świateł reflektorów. Tylko czasami przychodzi silna chwila zwątpienia we właściwy cel. Za wszystko się płaci, a ja mam wątpliwości czy dobrze ulokowałam środki. Postawienie na jedną kartę niesie za sobą wielkie ryzyko. Pytanie tylko czy kiedyś mi się to "opłaci". Czy kiedyś mi ktoś doradzi, czy złapie kiedy upadnę...

Staram się zdyscyplinować. Mam nadzieję, że tu jeszcze ktoś zaglądnie od czasu do czasu ;)
Pozdrawiam
Vivenn



niedziela, 31 marca 2013

31.03.2013r

Siła spokoju


Czasami szkoła skłania mnie do swego rodzaju refleksji. Czasami chodzi o religię, sztukę bądź psychologię. Co dziwne ostatnio temat, który skłonił mnie do rozważań jest w pewnym sensie błahy. "Czym kierujesz się w życiu-sercem czy rozumem?" głosił tytuł. Niby nic ważnego, nie wartego zastanowienia. W pewnych momentach właśnie tak mało istotne tematy potrafią nadać wiele sensu w doczesnym życiu. Po kilkunastu minutach lekcji mieliśmy napisać czym my się kierujemy. Siedziałam i patrzyłam się w pustą kartkę, zadając sobie multum niepotrzebnych pytań. Tak właściwie czy w ciągu kilku minut jesteśmy zdolni do analizy naszego życia oraz zachowań, które jednoznacznie dadzą nam odpowiedź na zadane pytanie? Szczerze wątpię. Rozum bez serca pozbawiony by był uczuć, a serce bez rozumu, było by ślepe i łatwowierne. Więc czym kierujemy się w życiu? Tą specyficzną granicą miedzy tymi dwoma zjawiskami. Niekiedy skłaniamy się do jednej z nich, lecz nigdy nie jesteśmy do końca oddzieleni od drugiej.

Osobiście znieczulam serce rozumem. Kiedy widzę ból i smutek innych, rozum  bierze górę nad uczuciami. Staram się brać wszystko na zimno. Daje mi to klarowny obraz sytuacji. Pojawia się chłodna kalkulacja, która daje lepsze efekty niż impulsywne i nieprzemyślane działanie. Przewiduje konsekwencje spowodowane moimi decyzjami. Można by mi zarzucić brak spontaniczności, lecz czasami swego rodzaju chłodność potrafi uratować życie.

Jednak proszę Was o zastanowienie się nad tym zagadnieniem. Jeśli jakaś osoba zaczepiła by Was podczas spaceru, co byście odpowiedzieli? Pierwsza myśl. przebłysk prawdy. Jaka by była odpowiedź?

Trochę minęło od czasu kiedy ostatnio tutaj pisałam. Czuję się źle, ze świadomością, że zaniedbałam bloga. Jednak brak mi motywacji, nie umiem ubrać uczuć i myśli w słowa, które są niezbędne do pisania. Mam nadzieję, że jednak będzie co raz lepiej.
Pozdrawiam
Vivenn

poniedziałek, 25 lutego 2013

15.02.13r

 Cza­sami mur obojętności sta­je się ścianą płaczu

Obojętnie kroczę przez korytarz życia. Nie zwracam na nikogo uwagi. Nikt mnie nie obchodzi. Widzę łzy, ból, radość, miłość. Te czucia mieszają się w jedną, szarą, zbitą masę, która mnie otacza. Wszystko co miało kiedyś znaczenie wykruszyło się. Obojętność wzięła mnie w swoje ramiona i nie chce puścić...
Dlaczego staję się obojętna?
Widzę jak ludzie ranią siebie nawzajem. Jak boją się okazać uczucia i tym zadają wielkie, bolesne szramy w duszy....
On ją kocha...
Znają się tak wiele lat. Już od przedszkola stała się jego ideałem. Ona- wiecznie uśmiechnięta dziewczynka z burzą blond włosów na głowie. On- ponury chłopiec rozpaczliwie łaknący miłości.

Ona się boi...
On- silny, inteligentny mężczyzna. Choć na co dzień zimny i nieustępliwy, to w głębi duszy tak zrozpaczony i samotny, pragnie tylko jej. Ona- dusza towarzystwa, miła i ciepła. Zawsze za bardzo liczy się z konsekwencjami swoich działań. Bardzo nieufna i delikatna.

Oboje...
Zarówno tak blisko jak i tak daleko. Oboje się boją i dlatego się nawzajem ranią, a każda kropla spadająca z ich krwawiących serc jest oznaką głupoty i nieufności ludzkiej.


Kiedy cierpisz, zawsze sam. Ludzie nigdy nie będą dla ciebie podporą. Prędzej czy później ktoś zawiedzie.
Znowu samotność. Dzień bez słońca. Cierpię. Dlaczego? Bo strata boli najbardziej. A samotność w śród tłumu jest jedną z najgorszych kar jakie mogły mnie spotkać. Nikt nie pocieszy, nawet nie podejdzie. Znieczulajmy się nawzajem...
Kochani nastał brak weny, a raczej przeżyć. Co najgorsze, a zarazem najwspanialsze wszystko co tutaj piszę dzieje się naprawdę, a ja jestem czujnym obserwatorem toczących się zdarzeń. Jestem w momencie ciszy przed burzą. Czasami powtarzające schematy, aż bolą. Mam nadzieję, że za niedługo wyjdzie słońce i przyjdzie wiosna.
Pozdrawiam
Vivenn


czwartek, 7 lutego 2013

07.02.2013r

Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym

Szuflada...

Szafka...

Drzwi...

Biurko...

Wszystko to leży u moich stóp. Zniszczone zaledwie kilkoma ciosami. Ciosami zadanymi słowami, uczynkami, a na samym końcu wytrenowaną pięścią. Czuję pulsujący ból w prawej ręce. Drżę, a rażące gorąco rozprzestrzenia się po moim ciele. Oddycham nierówno, z pewną trudnością. W miarę opadania emocji czuję się coraz gorzej, gdyż odzyskuję świadomość. Jeden cios za drugim. Nikt nie będzie mnie osądzał, dyktował co mam robić i jaka mam być. Niepewnie spoglądam na dłoń nadal zaciśniętą w pięść. Skóra no kostkach popękała, a w niektórych miejscach widać ślady zaschniętej krwi. Ile już tak stoję? Nie wiem, jednak jestem pewna, że nic mi nie przeszkodzi. W końcu urodziłam się po to aby walczyć.


 Najczęściej piszę tutaj o swojej duszy. O wrażliwości, wątpliwościach i problemach. Jednak czasami trzeba napisać o tym jaka jest rzeczywistość. Więc jak jest?
Nienawidzę 75% swojej klasy i z wzajemnością. Nie jestem dobra w stosunkach międzyludzkich. Nie lubię ludzi i nie umiem się z nimi obchodzić. Całe swoje życie poświęciłam na samodoskonaleniu się. I co mi z tego przyszło? Ludzie ze mnie szydzą, a ja po prostu daję im powody do tego. Poprzez wybuchowość zrobiłam parę kompromitujących rzeczy. Teraz nawet moje najmniejsze posunięcie jest głośno komentowane i ogólnie potępiane. Dlaczego? Bo ludzie myślą, że są od kogoś lepsi, że mogą osądzać. Dowartościowują się tym. Co w tym wszystkim najbardziej mnie boli? Sami nie są o wiele lepsi...
Kilka razy zabierałam się do tego wpisu, ale nigdy mnie nie zadowalał. Nie wiem czy teraz też jest dobry, ale mam nadzieję, że jakoś ujdzie. Jestem trochę za bardzo zmęczona.
Pozdrawiam
Vivenn