środa, 2 października 2013

02.10.2013r

Jak narkotyk


Uzależniłam się. Pragnę tego jak najmocniejszego narkotyku. Jestem zależna od tego co mi dajesz. Działasz na moje serce jak morfina. Łatasz każdą dziurę i łagodzisz każdą bliznę. Jednak jak każdy narkotyk niszczysz mój organizm. Nie zapewniasz mi uleczenia tylko chwilową ulgę w bólu. Złudzenie normalności. Zabijasz część mnie i powodujesz nowe nakłucia w moim sercu. Nie mogę żyć tym co było, bo inaczej nie uwolnię się od Ciebie. Muszę iść na odwyk...


Myślałam, że nigdy nie dotkną mnie problemy nastolatków. Szczeniacka miłość. Jednak bardzo się pomyliłam. Uzależniłam się od rozmów z pewnym osobnikiem płci męskiej. Od jego obecności, słów, samego bytu obok. Stał się jak kodeina, pozornie bezpieczny lek na kaszel. Jednak w dużych dawkach potrafi doprowadzić do narkotycznego omamienia. A ja z czasem chciałam co raz więcej tego specyfiku. Znosił moje poczucie bólu, dawał dziecięcą euforię. Otwierał mnie na nowe doznania, dawał w tych kwestiach wsparcie, komplementował. Wyperswadował mi moją wolę walki i zburzył wszelakie mury. Mimo to był jak narkotyk . Dawał tylko względną ucieczkę od rzeczywistości. Pozwolił bym żyła złudzeniami o szczęśliwym zakończeniu, które nigdy nie miało nastąpić. Dlatego idę na odwyk...

Pozdrawiam
Vivenn


niedziela, 22 września 2013

22.09.2013r

Nie nawiedzaj mnie



Zrywam się gwałtownie z łóżka. Kropelki potu niczym małe igiełki wbijają się w moje plecy. Patrzę na lekko trzęsące się dłonie. Są lepkie i mokre, a na ich wierzchu pojawiła się czerwona wysypka, równoznaczna z wielkimi nerwami. W ataku paniki zrywam się na równe nogi i zapalam światło. Mam nadzieję, że głupia żarówka zapewni mi schronienie przed potworami czającymi się w mojej głowie.


Potwory śledzą mnie na co dzień. Wychodzą spod łóżek, ubierają garnitury i spacerują ulicami. Każde z nich powoduje u mnie gęsią skórkę. Kiedy byłam mała bałam się tych, które kryły się pod moim łóżkiem. Szczelnie przykrywałam się kołdrą w nadziei, że to je odstraszy. Dla pewności mocno wtulałam się w poduszkę i szybciutko gasiłam światło, bo wiedziałam, że ciemność jest ich atrybutem. Z czasem dorastania przestałam się bać potworów czających się na moją nogę, która przypadkowo wysunęła się z ciepłego posłania.  Zatraciłam odruch strachu. Jednak to właśnie było moją największą głupotą. Bo potwory tak naprawdę istnieją. Ciemność, której się tak bałam jest w każdym człowieku i on decyduje czy stanie się jego atrybutem. Teraz obijam się o ludzi na ulicy, widzę wszechobecny mrok. Pieniądze, praca, sukces. Zero uczuć, stajemy się głazami. Istnymi potworami pochłaniającymi energie, a oddającymi tylko mrok. Już nic nie jest w stanie mnie przed nimi uratować. Nawet mdłe światło żarówki....

Pozdrawiam
Vivenn


środa, 7 sierpnia 2013

07.08.2013r

Powrót do normalności

Siedzę w pociągu. Koła rytmicznie stukoczą wprowadzają mnie w swoisty trans. Mimo, że PKP pozostawia wiele do życzenia lubię jeździć tym środkiem transportu. Cała ta atmosfera mnie mimo wszystko uspokaja. A teraz jeszcze zdarzył się bardzo miły Pan konduktor. Oby takich więcej.
Sedno sprawy jednak leży gdzie indziej. Cała ta otoczka podróży składnia mnie do przemyśleń. Nad tym co było, jest i będzie. Niestety poruszam sprawy bolesne i zbyt trudne do rozważań. Jednak jednego jestem pewna: to będzie najtrudniejszy powrót w życ
iu.

Zdjęcie robione kotletem :3
Jak myślałam tak też się stało. Podjęłam niewłaściwą decyzje, której nie mogę odwrócić w żaden znany mi sposób. Po raz kolejny zaufałam osobie nie zasługującej na to uczucie. Tak jak i spadła na mnie wielka kara, jednakże nie wiem za co. Kiedy człowiek kiedy widzi jak druga osoba cierpi kraja mu się serce, a zwłaszcza gdy kocha się umierającego.
Planowałam, że te wakacje będą cudowną zmianą dla mnie. Chciałam przeżyć wiele wspaniałych chwil i niezapomnianych wieczorów. Niestety los wybrał dla mnie inną drogę. Ścieżkę bólu, osamotnienia i wewnętrznej tortury. Co prawda pierwszy miesiąc minął pod znakiem dobrze spędzonego czasu, lecz drugi przyniósł ze sobą pasmo zniszczeń, na które już nie mam wpływu. Nikomu nie życzę tego co mnie spotkało.

Wybaczcie mi przerwę w pisaniu.
Pozdrawiam
Vivenn

sobota, 6 lipca 2013

06.07.2013r

Zmiany

Zmiany są potrzebne. Każdy z nas ich potrzebuje, choć nie zawsze je lubi. Ja właśnie się zmieniam. Tak naprawdę miałam zrobić to dla kogoś, lecz nie czuję już takiej potrzeby. Ja po prostu dorastam do pewnych spraw i trudnych decyzji. Przez długi czas bałam się ludzi. Żyłam w przekonaniu, że każdy mnie po pewnym czasie skrzywdzi i zostawi. Z czasem przekonałam się, iż miałam rację. Tylko nie wyciągnęłam prawidłowych wniosków i zamiast stać się silniejszą osobą zamykałam się w sobie budując mur. Nielicznym pozwalałam za niego zajrzeć jednakże zawsze kończyło się to tragedią. Kto zawinił? Zarówno ja jak i osoby, które mnie otaczały. Cała moja filozofia była błędna.
Po pewnych doświadczeniach kielich goryczy się przelał, a ja zdałam sobie sprawę, że nie mogę tak dalej żyć. Muszę się otrząsnąć i zbudować coś trwałego, a nie przeskakiwać co jakiś czas z kwiatka na kwiatek. Obecnie pracuję nad tym, żeby pozbyć się uraz i lęków. Oczyszczam swój umysł. To swoisty detoks. Terapia od ludzi. Już nie zadaję pytań typu "czy mi się uda?". Ja wiem, że wygram wszystko to co chcę. Wystarczy uwierzyć i obudzić swoją pewność siebie. Inne prawy przyjdą z czasem.


Zmiany to także plany. Oto moje plany na wakacje:


Mam nadzieję, że te obrazki mówią same za siebie. Wszystko się ułoży...mam nadzieję. W poniedziałek wyjeżdżam do Grecji, więc może chociaż jeden z planów się ziści.
Pozdrawiam
Vivenn



piątek, 28 czerwca 2013

28.06.2013r

Sztylet

"Nie odzywaj się do mnie, nie pisz, nie chcę Cię znać".

Te słowa usłyszałam dzisiaj rano. Może jak by to była osoba, na której mi nie zależy nie poczuła bym wielkiego bólu. Jednak to kolejne słowa miały przynieść większe rany.

"Jesteś bezwartościowa. Twoja postawa doprowadziła Cię do tego. Twój brak uczuć. Nie chcę nawet na Ciebie patrzeć."

To właśnie był sztylet prosto w serce. Moja dusza rozpadła się na miliardy drobnych kawałeczków. Rozsypała się jak szkło. Tak bardzo bałam się zranienia, a on mnie przekonał, że nigdy tego nie zrobi. Pozwolił sobie nawet na to, by na tyle dotknąć moich uczuć, żebym go pokochała jak brata. "Nigdy Cię nie opuszczę" obiecywał. A teraz zostawił mnie na pierwszym wyboju w drodze życia. Wymienił mnie na nowszy model. Bolą mnie obietnice bez pokrycia. Boli mnie każde wspomnienie, które jest z nim związane. Ofiarowałam mu moją pomoc, której tak potrzebował, lecz wykorzystał mnie jak zabawkę. Nie jestem już potrzebna, więc mnie wyrzuci.

Wreszcie nadszedł upragniony koniec roku szkolnego. Inaczej wyobrażałam sobie ten dzień. Miałam się dobrze bawić z przyjaciółkami, a nie samotnie siedzieć przed komputerem z bólem w klatce piersiowej. Co dziwne, za każdym razem kiedy coś planuje wszystko się sypie. Mam nadzieję, że początek nie zwiastuje smutnych i samotnych wakacji. Przez ten czas chyba na nowo otoczę się murem. Nie chce być znowu zraniona. Najprawdopodobniej ucieknę za granicę na całe wakacje.Nie chcę, żeby wspomnienia na nowo odżywały razem z każdym miejscem, do którego pójdę.

Życzę Wam udanych, słonecznych wakacji. Oby dostarczyły wielu ciekawych przygód.
Pozdrawiam
Vivenn

sobota, 22 czerwca 2013

22.06.2013r

Samotność


Nie zdajecie sobie sprawy jak to boli...

Każde słowo, każda myśl kole niczym cierń na nowo wbijający się w moje serce.
"Będziesz sama", "nie widzę Cię z kimś za kilka lat", "nawet teraz nikogo nie masz", "na pewno nie założysz rodziny". Każde z tych stwierdzeń wypełnia kielich goryczy i żalu. Nikt nie widzi, że desperacko pragnę kochać i być kochana. W końcu nie być sama. Łaknę tego jak powietrza. Stwarzam pozory twardej, ale są one tak mało realistyczne jak spokojna tafla wody. Jeśli tylko ktoś spróbowałby ją tylko delikatnie musnąć palcami...Lecz nikogo nie obchodzi krucha istota siedząca za kamienną maską. Nazywacie mnie panterą, która chodzi własnymi ścieżkami i ma wszystko gdzieś. Zwierzęciem, które jest silne, tajemnicze i groźne. Cieszę się z tej wizji, ale ubolewam nad tym, że nikt nie chce odkryć tej tajemnicy i poznać jej na nowo.



Chciałam, żeby wpisy były pozytywne, ale nie potrafię. Moja dusza co raz częściej jest rozrywana na drobniutkie kawałeczki. A najtrudniej jest się po tym pozbierać.


Zapowiedziałam wpisy o męskim instynkcie i takie się pojawią, o ile się pozbieram. Jak na razie życzę udanego weekendu :)
Pozdrawiam
Vivenn

poniedziałek, 17 czerwca 2013

17.06.2013r

Temperatura rośnie

Faceci to wzrokowcy...ale lubię to.

Temperatura niebezpiecznie podskoczyła w górę, a spódniczki i szorty w przewidywalny sposób straciły na długości. Typowe zagranie damskiej populacji można by rzec, ale...nam jest po prostu gorąco, a że odsłonięcie trochę ciałka wiąże się ze wzrokiem populacji męskiej to już inna sprawa. Szczerze powiedziawszy nie mam nic przeciwko gapieniu się na nogi bądź biust, lecz wszystko ma swoje granice.
Pierwszym przykładem jest wlepianie maślanego wzorku w dekolt pierwszej, lepszej dziewczyny obdarzonej bardziej przez naturę. Ok, niech się patrzą. Tylko panowie błagam, panujcie nad ślinotokiem, bo to naprawdę widać, a wasze szanse u każdej z kobiet topnieją w porównywalnym stopniu co lodowce. I nie wspominając, że wyglądacie jak niemowlak popluty kaszką...
Drugi przykład jest troszkę inny. Uwielbiam męski instynkt. Każdy z aspektów posiadania tejże zdolności mnie fascynuje. Jednakże jeszcze bardziej interesuje mnie jego poskromienie. Jak dobrze wiecie niektóre zawody wręcz wymagają od mężczyzny powściągnięcia niektórych pociągów do płci przeciwnej. Stojąc i patrząc jak nauczyciel wf-u zagaduje w bardzo dwuznaczny sposób do uczennicy(która swoją drogą miała ekchem bardzo skąpą bluzkę) nasunął mi oto te wnioski. Czasami warto się postarać, bo zamiast udanej konwersacji przychodzi tylko obrzydzenie.
I trzeci aspekt jest znacznie przyjemniejszy i jest swoistym apelem. Faceci, my kobiety uwielbiamy wasz wzrok przesiąknięty podziwem i pożądaniem, ale postarajcie się aby wasz instynkt nie zaburzył wam prawidłowego odbioru i zwykłej kultury. Dziękuję, Amen.



Ponarzekałam, nagadałam się i jest mi lepiej. Ostatnio fascynuję się instynktem mężczyzn i wydaje mi się, że to nie ostatni wpis, który będzie do tego nawiązaniem.

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam moi szczątkowi, wierni czytelnicy.
Pozdrawiam
Vivenn