niedziela, 16 września 2012

16.09.2012r

Ambitnie nierealne

Słońce, piasek, woda, szum fal...stop! Niestety się pomyliłam. Ku ogólnemu niezadowoleniu ten piękny okers zwany wakacjami się skończył. Dla mnie wrzesień zwiastuje dwie rzeczy: powrót do szkoły i moje urodziny. Na szczęście obie już się zrealizowały. Ale może od początku...

Jak zwykle znudzona i pozbawiona jakiś wielkich aspiracji do życia siedzę przed komputerem przeglądając coraz głupsze strony internetowe. Z tego swoistego letargu budzi mi dzwonek mojej komórki. Zwyczajowo, odbieram bez spojrzenia na wyświetlacz. 
-Za 10 minut pod pizzerią.-słyszę męski głos. Moja reakcja jest oczywista nawet bez typowego "what the fuck" wymalowanego na twarzy:
-Co?- pytam aby upewnić się, że w zupełności mi nie odwaliło, a ta rozmowa nie jest moim urojeniem.
-Ubierasz rolki, ruszasz tyłek i spotykamy się w połowie drogi do ciebie, więc pod pizzerią.-mówi cały czas się śmiejąc. Teraz już wiem kto dzwoni. Bez zbędnych pożegnań rozłącza się, a ja ze zgrozą wpatruje się w swoje odbicie w lustrze. "No cóż, piękniejsza nie będziesz" myślę i idę założyć rolki. 
Po kilku minutach zmachana, stoję pod umówionym miejscem. "Nienawidzę polskich dróg" myślę. Z daleka widzę chłopaka jadącego na rowerze Od razu wiem, że to mój przyjaciel. Chwilę później zatrzymuje się przede mną i wita się:
-Cześć mała*. Mam dla ciebie niespodziankę- mówi uśmiechając się tajemniczo- tylko mam jedno pytanie: czy nie zabijesz się w tych rolkach?
W moim umyśle zapala się czerwona lampka. Kiedy on coś planuje jest źle. Bardzo źle. No, ale koniec końców powlekłam się za nim w miejsce tej całej niespodzianki. Mijamy łąki, rzekę, a on nadal ciągnie mnie nie wiadomo gdzie. Jestem tym już trochę znudzona. W pewnym momencie czuję ciepłe dłonie na swoich oczach.
-Tylko nie podglądaj.- słyszę tuż przy uchu. 
Czuję, że droga staje coraz bardziej wyboista i nie mając innego wyboru z całej siły przytulam się do mojego towarzysz. Nie wiem ile czasu mija, ale w końcu zatrzymujemy się i widzę przed sobą ścianę z graffiti.
-Wiedziałem, że nie przyjmiesz ode mnie żadnego prezentu urodzinowego, ale nie umiałem się powstrzymać, żeby nic nie zrobić. Także, wszystkiego najlepszego.
Po dobrej minucie dociera do mnie, że dostałam wyjątkowy prezent na urodziny. Moje własne graffiti...

Tak oto dostałam najlepszy prezent na świecie. Może i ześwirowałam, ale naprawdę tak sądzę. Urodziny z resztą też były najlepsze jakie kiedykolwiek miałam. Nikt nie śpiewał mi sztucznego "sto lat", nie składał oklepanych życzeń z przylepionym do twarzy sztucznym uśmiechem. Po prostu przekonałam się na kim mogę polegać i komu tak naprawdę na mnie zależy. Właśnie przez pamięć o tej głupiej dacie, jaką jest 4 wrzesień .
 Tyle z jakże "porywającej" opowieści o moich urodzinach. Wiele wody upłynęło od czasu kiedy ostatnio pisałam. Głupie dwa tygodnie. Tak krótki okres czasu potrafi zniszczyć doszczętnie marzenia.

Ona żyje i chce, abyś była silna. Zrób to dla niej...Dla babci...

Nie jesteś już niezniszczalna. Każda chwila zawahania i niepewności zbliża cię upadku. Twoje mury runą, a cały sztuczny świat razem z nimi. Zostaniesz bez ochrony...

Nie poddam się. Bo przecież gdybym to zrobiła, było by to równoznaczne z tym, że nigdy nie walczyłam.

 Boję się zaufać...boję się, że znowu ktoś mnie skrzywdzi. Strach przed konsekwencjami mnie paraliżuje...

Nigdy nikomu nie ufaj. Licz tylko na siebie...

Samotność jest jedną z najbardziej wyrafinowanych kar...Dlatego nigdy nie dopuść do sytuacji, w której zostaniesz sam...

*mała, chodziło o mój wzrost. Marne 165 cm ;)
Pozdrawiam 
Vivenn

sobota, 1 września 2012

01.09.2012r

Lenistwo jest chorobą

Czuje się zbyt leniwa i otępiała. Wlekę się z kąta w kąt bez jakiegokolwiek celu. Od dłuższego czasu codziennie oglądam horrory, objadam się cukierkami i staram się nie myśleć o tym, że za chwilę zaczyna się rok szkolny. Nudzę się niemiłosiernie. Od dwóch tygodni staram się tu coś naskrobać, ale kiedy coś piszę w pewnym momencie przestaje, co skutkuje tym, że nie było żadnego wpisu. 
Co raz częściej myślę o przyszłości. Szczególnie o zawodzie, który mam wykonywać. W końcu zdecydowałam się na wojsko. Jest ono moim marzeniem od małego i prawdopodobnie mam predyspozycje, aby się w nim znaleźć. Dziewczyna w koszarach. Trochę dziwne, ale mi to nie przeszkadza. Teraz muszę się skupić na nauce, potem studia wojskowe i gotowe.

Siedzę sobie spokojnie na ławce przed domem babci. Z dala słyszę rozmowę toczącą się miedzy sąsiadami, a moją rodzicielką. O pogodzie, uprawianiu roli, kurach...Po prostu typowe gospodarskie rozmowy. Z nudów postanawiam, że podejdę i przysłucham się im.
Zarzucam na twarz swój firmowy uśmiech i z grzeczności mówię "dzień dobry". Nic specjalnego.  Rozmowa toczy się dalej. W pewnym momencie schodzi na tematy "kuchenne". Z rozbawieniem wtrącam swoje tzw. trzy grosze, dotyczące tego, że nie do końca nadaję się do siedzenia w kuchni i gotowania. Reakcja jakże miłego sąsiada, pana starej daty rozwaliła mnie na drobniutkie kawałeczki.
"Jak to ty nie potrafisz gotować?! Przecież w twoim wieku to jest niemożliwe! Wstydź się! Jak ty za mąż wyjdziesz?! Jaki chłop cię będzie chciał?!"
I tak trwał tego typu "opieprz" z piętnaście minut. Z każdą sekundą zastanawiałam się nad jakimś wyjściem ewakuacyjnym, ale to, które wybrałam chyba nie było najlepsze...
"Myśli pan, że ja już chcę za mąż wychodzić i użerać się z takimi typami jak pan?! A do kuchni niech lepiej pan mnie nie goni, bo ja jakoś pana żonie konkurencji nie zamierzam robić." Może odpowiedź była nieskładna, ale przesłanie było chyba oczywiste...

Co prawda historia z innej beczki, ale dała mi trochę do myślenia. Czy naprawdę nadal jest tak, że kobiety są postrzegane pod kątem rodzenia dzieci i gotowania? Czy w dalszym ciągu panuje takie przekonanie? Wzdrygam się na myśl o tych pytaniach. Przecież podobno jest coraz lepiej...

Pozdrawiam 
Vivenn