poniedziałek, 25 lutego 2013

15.02.13r

 Cza­sami mur obojętności sta­je się ścianą płaczu

Obojętnie kroczę przez korytarz życia. Nie zwracam na nikogo uwagi. Nikt mnie nie obchodzi. Widzę łzy, ból, radość, miłość. Te czucia mieszają się w jedną, szarą, zbitą masę, która mnie otacza. Wszystko co miało kiedyś znaczenie wykruszyło się. Obojętność wzięła mnie w swoje ramiona i nie chce puścić...
Dlaczego staję się obojętna?
Widzę jak ludzie ranią siebie nawzajem. Jak boją się okazać uczucia i tym zadają wielkie, bolesne szramy w duszy....
On ją kocha...
Znają się tak wiele lat. Już od przedszkola stała się jego ideałem. Ona- wiecznie uśmiechnięta dziewczynka z burzą blond włosów na głowie. On- ponury chłopiec rozpaczliwie łaknący miłości.

Ona się boi...
On- silny, inteligentny mężczyzna. Choć na co dzień zimny i nieustępliwy, to w głębi duszy tak zrozpaczony i samotny, pragnie tylko jej. Ona- dusza towarzystwa, miła i ciepła. Zawsze za bardzo liczy się z konsekwencjami swoich działań. Bardzo nieufna i delikatna.

Oboje...
Zarówno tak blisko jak i tak daleko. Oboje się boją i dlatego się nawzajem ranią, a każda kropla spadająca z ich krwawiących serc jest oznaką głupoty i nieufności ludzkiej.


Kiedy cierpisz, zawsze sam. Ludzie nigdy nie będą dla ciebie podporą. Prędzej czy później ktoś zawiedzie.
Znowu samotność. Dzień bez słońca. Cierpię. Dlaczego? Bo strata boli najbardziej. A samotność w śród tłumu jest jedną z najgorszych kar jakie mogły mnie spotkać. Nikt nie pocieszy, nawet nie podejdzie. Znieczulajmy się nawzajem...
Kochani nastał brak weny, a raczej przeżyć. Co najgorsze, a zarazem najwspanialsze wszystko co tutaj piszę dzieje się naprawdę, a ja jestem czujnym obserwatorem toczących się zdarzeń. Jestem w momencie ciszy przed burzą. Czasami powtarzające schematy, aż bolą. Mam nadzieję, że za niedługo wyjdzie słońce i przyjdzie wiosna.
Pozdrawiam
Vivenn


czwartek, 7 lutego 2013

07.02.2013r

Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym

Szuflada...

Szafka...

Drzwi...

Biurko...

Wszystko to leży u moich stóp. Zniszczone zaledwie kilkoma ciosami. Ciosami zadanymi słowami, uczynkami, a na samym końcu wytrenowaną pięścią. Czuję pulsujący ból w prawej ręce. Drżę, a rażące gorąco rozprzestrzenia się po moim ciele. Oddycham nierówno, z pewną trudnością. W miarę opadania emocji czuję się coraz gorzej, gdyż odzyskuję świadomość. Jeden cios za drugim. Nikt nie będzie mnie osądzał, dyktował co mam robić i jaka mam być. Niepewnie spoglądam na dłoń nadal zaciśniętą w pięść. Skóra no kostkach popękała, a w niektórych miejscach widać ślady zaschniętej krwi. Ile już tak stoję? Nie wiem, jednak jestem pewna, że nic mi nie przeszkodzi. W końcu urodziłam się po to aby walczyć.


 Najczęściej piszę tutaj o swojej duszy. O wrażliwości, wątpliwościach i problemach. Jednak czasami trzeba napisać o tym jaka jest rzeczywistość. Więc jak jest?
Nienawidzę 75% swojej klasy i z wzajemnością. Nie jestem dobra w stosunkach międzyludzkich. Nie lubię ludzi i nie umiem się z nimi obchodzić. Całe swoje życie poświęciłam na samodoskonaleniu się. I co mi z tego przyszło? Ludzie ze mnie szydzą, a ja po prostu daję im powody do tego. Poprzez wybuchowość zrobiłam parę kompromitujących rzeczy. Teraz nawet moje najmniejsze posunięcie jest głośno komentowane i ogólnie potępiane. Dlaczego? Bo ludzie myślą, że są od kogoś lepsi, że mogą osądzać. Dowartościowują się tym. Co w tym wszystkim najbardziej mnie boli? Sami nie są o wiele lepsi...
Kilka razy zabierałam się do tego wpisu, ale nigdy mnie nie zadowalał. Nie wiem czy teraz też jest dobry, ale mam nadzieję, że jakoś ujdzie. Jestem trochę za bardzo zmęczona.
Pozdrawiam
Vivenn